Wreczyca – Jasna Gora (15 lipca)

Na poczatku wybaczcie brak polskich znakow w tym wpisie. Spowodowane jest to tym, ze z koniecznosci musze korzystac z internetu w komorce i moja klawiatura nie obsluguje ogonkow.

Po potwornej burzy w nocy wyszlismy pelni obaw o pogode. Na szczescie deszcz tego ostatniego dnia nas oszczedzil i sucha noga doszlismy z radoscia i piesnia na ustach na Brzozki w Czestochowie. Stamtad po krotkim odpoczynku ruszylismy ulicami na ostatni odcinek wiodacy na jasnogorskie waly. Tam niejednemu z nas zakrecila sie lza w oku… Doszlismy! W kaplicy cudownego obrazu kazdy z nas zawierzyl w chwili cichej modlitwy swoje intencje ktore niosl na wlasnych nogach przez ostatnie 11 dni. Potem wspolna msza swieta na walach. Nalezy dodac, ze wielka furore zrobily nasze kolorowe parasole budzac w innych grupach zaciekawienie i troche zazdrosci. Po mszy wspolne pozegnanie na parkingu. Wiele radosci ale tez smutku bo oto kolejna wspolna pielgrzymka dobiegla konca. My jednak sie nie zalamujemy, zycie toczy sie dalej i juz myslimy o przyszlorocznym maszerowaniu do Tronu Krolowej Polski.

Nagrania od Jedrka dodam w najblizszym czasie kiedy tylko zasiade do normalnego sprzetu komputerowego. Jutro powrot do domu, ehh…

Zajączki – Wręczyca (14 lipca)

Dziś poczułem się jak uczestnik thrillera pod tytułem "Starcie gigantów". O czym mowa? Od rana maszerowaliśmy w pięknej, słonecznej pogodzie. Cały czas praktycznie trasą katowicką. Przed miejscowością Waleńczów (powiat kłobucki) zaczęło kropić, w samym Waleńczowie już lało jak z cebra, zaś po wyjściu przebrnęliśmy w padającym sporadycznie kapuśniaczku trasę nad staw w Kłobucku. Tam odbyło się rytualne chrzczenie nowoprzybyłych do grupy pielgrzymów. Tradycyjnie maszerujemy stamtąd na tzw. "Łączkę Pojednania" na ktorej mamy ostatnią wspólną mszę przed wejściem na Jasną Górę. Niestety i tu deszcz pokrzyżował nam plany. Zamiast na łączkę udaliśmy się prosto do Wręczycy w oprawie z ulewnego deszczu, grzmotów i błyskawic. Warunki na drodze były miejscami ekstremalne. Nie dość że lał deszcz, wiał wiatr, grzmiało i błyskało się, to jeszcze nie wiedzieć czemu ruch na trasie Kłobuck – Wręczyca był dziś nad wyraz wzmożony, Miejscami czułem się jak mały robaczek idąc wąskim korytarzykiem pomiędzy dwoma tirami serwującymi mi fontanny deszczówki spod kół. Było to owo starcie gigantów obserwowane przeze mnie spomiędzy nich. Efekt i wrażenia audio-wizualno-organoleptyczne na żywo są nie do przebicia i nie do zapomnienia na długi czas 🙂 Do kościoła we Wręczycy dotarliśmy zmęczeni i zmoknięci, ale msza święta ożywiła nas nieco i wlała nowe siły duchowe potrzebne do poruszenia słabego ciała w kierunku aut z bagażami 🙂

Szczerze mowiąc nie mam zielonego pojęcia co i z kim nagrał dziś Jędrek. Oddając mi machinę nagrywającą napomknął tylko z dziwnym uśmiechem, że jest wśród dzisiejszych nagrań także wywiad z nim samym. Hmmm, pożyjom uwidim jak mawiali starożytni. Zapraszam zatem do wysłuchania dzisiejszej porcji nagrań:

14.07.2011-1

14.07.2011-2

14.07.2011-3

Jutro ostatni dzień pielgrzymowania. Symboliczny odcinek z Wręczycy na Jasną Górę. Ale o tym już szerzej jutro.

Do napisania 🙂

Mokrsko – Zajączki (13 lipca)

Słońce nie odpuszcza – dziś grzało niemiłosiernie przecały dzień. Większość pielgrzymów zmienia podczas takiej pogody swoje "ubarwienie" – z bladych twarzy stają się pełnokrwistymi Apaczami 🙂 Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Opalenizna owa występuje tylko w miejscach odsłoniętych, czyli głowa, szyja, ręce (do łokci) i nogi (do kolan). Wszystko to sprawia, że czasami pielgrzym wygląda  jak "posklejany" z części należących do innych osób 😉

Rano wystartowaliśmy z Mokrska i udaliśmy się na mszę do lasu we Wróblewie. Po mszy czekał nas męczący marsz przez las (10km) do Gany na obiad. Z Gany ruszyliśmy po odpoczynku w kierunku Rudnik. Tam weszliśmy po raz kolejny na tzw. trasę katowicką (Poznań – Katowice) by po 7 kilometrach tuptania wśród pędzących tirów zejść na boczną drogę wiodącą wprost do Zajączek, miejsca naszego noclegu. Warto odnotować, że dziś po raz pierwszy widzieliśmy znak "Częstochowa". Jasna Góra już tuż tuż…

Jędrek, jak sam stwierdził, z powodu pogody nagrał 3 średnie jakościowo wywiady. Cóż, nie mnie to oceniać, zostawię to wam. Oto co dziś zarejestrował:

13.07.2011-1

13.07.2011-2

13.07.2011-3

Jutro wychodzimy na szlak o godzinie 7 rano. I będzie to tak naprawdę ostatni poważny odcinek tegorocznej pielgrzymki… Trochę smutno, że to już prawie koniec ;-( Ale i tak bywa. Trzeba się cieszyć i radować tym co jest, bo nie każdy może dostąpić tej łaski zaniesienia na własnych nogach intencji przed tron naszej matki na Jasną Górę 🙂

Pozdrawiam.

Łęka Mroczeńska – Mokrsko (12 lipca)

Dziś za nami najdłuższa trasa. Dotarliśmy do Mokrska po przejściu prawie 50-ciu kilometrów. Pogoda nas nie rozpieszczała – rano od wyjścia (5:20) do mszy (9:45) maszerowaliśmy w gęstej mgle i temperaturze ciut ponad 10 stopni, zaś po mszy do końca wędrówki (19:30) droga wiodła w pełnym słońcu i temperaturze kilkanaście stopni większej. Rano natrafiliśmy wypadek drogowy (niegroźny na szczęscie), potem droga wiodła bez większych problemów i przygód.

Jędrek "omotał" dziś naszego przewodnika ks. Adriana wyciskając od niego tyle ile się dało 🙂 Efekty możecie posłuchać tutaj:

12.07.2011-1

oraz tutaj:

12.07.2011-2

Jutro wymarsz do Zajączek. Czekajcie na kolejną relację. Pozdrawiam 🙂

Kobyla Góra – Łęka Mroczeńska (11 lipca)

Dziś znów byliśmy mokrzy. Tym razem od deszczu. Porannemu wstawaniu towarzyszył basowy pomruk nadciągającej burzy. Śniadaniu towarzyszyła już sama burza we własnej osobie z piorunami i ulewą znaną powszechnie jako "ściana wody". Przeżyliśmy, przeczekaliśmy i w towarzystwie nisko sunących po niebie chmur udaliśmy się na mszę świętą do Parzynowa (ok 5 km od Kobyla Góra). Niestety, nim tam dotarliśmy rozpoczął się drugi akt w dziele zatytułowanym "Mokry pielgrzym na szlaku". Ulewa mało nie zmyła nas z nóg, zaś w samym Parzynowie msza święta została odwołana i przeniesiona do innej miejscowości zdolnej pomieścić w kościele nadchodzące grupy. Koniec końców zmoczeni i zziębnięci dotarliśmy do kościoła w Hanulinie (rzut beretem od Kępna), gdzie po zdjęciu peleryn okazało się że jesteśmy mokrzy ale od potu. Po mszy wymarsz w dalszą drogę uwieńczony dotarciem do celu jakim jest dziś "meblowa" wioska nosząca dumną nazwę Łęka Mroczeńska.

Jędrek nie miał dziś zbytnio zapału do spełniania swej świętej powinności dziennikarza-sprawozdawcy grupowego, więc musiałem go conieco zmobilizować. Zabrał się więc do roboty i zarejestrował wywiad z pielgrzymkami z Grupy 19:

11.07.2011-1

Następnie na ostatnim postoju przed noclegiem udało mu się upolować naszego dzielnego ratownika drogowego i nakłonić go do powiedzenia kilku słów do naszej dźwiękowej kroniki:

11.07.2011-2

Na koniec prezentuję zaległe nagranie z dnia wczorajszego. Nasz grupowy operator kamery Mirosław S. zwany "antykomarem" podjął się zaśpiewania słynnego przed laty kawałka pod tytułem… Ale to już posłuchajcie sami:

11.07.2011-3

Jutro czeka nas najdłuższy, niemal 50-cio kilometrowy odcinek do Mokrska. Sama myśl o tak długiej drodze wywołuje w nas odruch obronny, jednak trzeba dzielnie się przemóc i ruszyć z radością w sercu i pieśnią na ustach na kolejny szlak. Wyjście zaplanowane jest na 5:20 rano, co jest godziną dramatyczną dla pierwszaków i znośną dla pielgrzymujących raz n-ty. Wytrwałych czytelników i internautów zachęcam do pobudki o tej godzinie, zmówienie choć jednej zdrowaśki w naszycth intencjach i wysłania optymistycznego smsa do swoich bliskich na szlaku (o ile takowi są w naszej grupie).

Pozdrawiam serdecznie 🙂

Uciechów – Kobyla Góra (10 lipca)

Aleśmy zmokli… Rzecz jasna od własnego potu, który lał się z każdego niczym woda z miejskiej fontanny. Jako, że dziś niedziela, to mieliśmy okazję spotkać się na uroczystej mszy świętej w lesie z innymi grupami tegorocznej pielgrzymki. Po mszy ruszyliśmy w kierunku miejscowości Czarny Las, w której to metropolii mieliśmy rzadką okazję skosztować kulinarnego dzieła naszego trzeciego wirtuoza chochli – Kazimierza. Każdy otrzymał ową chochlę makaronu wzbogaconego koncentratem pomidorowym oraz kiełbasą (pozostałą z dnia wczorajszego). Muszę przyznać, że wyszło to całkiem zgrabnie i smacznie. Kleryk David Duchovny na szczęście zaniechał kolejnych eksperymentów z mieszaniem ciężkostrawnego makaronu z innymi równie ciężkimi dodatkami, co bez wątpienia ułatwiło grupie spokojny marsz i rozkoszowanie się czystym powietrzem na całej długości i szerokości trasy. Spaleni, spoceni i zmęczeni dotarliśmy wieczorem do Kobylej Góry (według lokalnej notacji zapisywanej bez odmiany jako Kobyla Góra – we wszystkich przypadkach liczby pojedynczej). Teraz po kolacji (ale jeszcze przed kąpielą) korzystając z uprzejmości gospodarzy wrzucam tu dwa wywaiady DJ Jędrzeja, który niezmordowanie z zacięciem na twarzy szuka nowych osób do rozmów. Oto co dziś zarejestrował:

10.07.2011-1

10.07.2011-2

Na dziś tyle. Jutro czeka nas marsz do Łęki Mroczeńskiej wraz z kulminacyjnym momentem jakim jest przejście "na raz" całego Kępna tzw. trasą katowicką. Prosimy o modlitwę byśmy mogli cało i zdrowo pokonać ten odcinek i dojść do kolejnej miejscowości.

Z pielgrzymim pozdrowieniem 🙂